Praktyka wyniesiona z hali produkcyjnej
Marek nie zdobywał wiedzy w klimatyzowanych biurach. Przez 14 lat pracował bezpośrednio przy liniach produkcyjnych w zakładach mleczarskich w okolicach Stargardu i Gryfina. Zaczynał jako operator, więc doskonale rozumie, dlaczego maszyny stają i gdzie uciekają pieniądze podczas awarii. W Chanchal Milk trzyma się zasady, że produkcja musi zarabiać. Nie interesują go teoretyczne wykresy, jeśli nie przekładają się na ilość towaru wyjeżdżającego z magazynu.
W lutym 2024 roku Marek pracował z małą serowarnią pod Szczecinem, która borykała się z dużymi stratami surowca przy konfekcjonowaniu. W ciągu 11 dni roboczych zidentyfikował 3 nieszczelne zawory i błąd w ustawieniu czujników wagowych. Po jego interwencji straty mleka spadły o 2.4%, co w skali miesiąca pozwoliło właścicielowi zaoszczędzić około 3,900 złotych na samym surowcu. To są konkretne fakty, które Marek dostarcza po każdej wizycie w zakładzie.
Liczby ważniejsze niż wizje
W Chanchal Milk Marek zajmuje się też układaniem harmonogramów. W zakładach zatrudniających od 7 do 15 osób potrafi tak zorganizować pracę, żeby przestoje między partiami towaru nie przekraczały 16 minut. Liczymy każdą złotówkę surowca, dlatego Marek sprawdza fakty na hali, a nie tylko w raportach z komputera. Jego audyty trwają zazwyczaj od 4 do 6 godzin i kończą się listą poprawek, które można wprowadzić od razu, bez inwestowania w nowy park maszynowy.
Bywa uparty, jeśli chodzi o standardy higieny i normy HACCP. Uważa, że porządek na stanowisku pracy to nie estetyka, ale realny zysk i bezpieczeństwo firmy. Podczas ostatniego projektu dla przetwórni owoców w regionie zachodniopomorskim, przeszkolił 9 operatorów z zakresu szybkiego przezbrajania linii. Efekt? Czas przejścia z jednego produktu na drugi skrócił się o 22 minuty. Szanujemy jego bezkompromisowe podejście, bo klienci dzięki temu unikają kar podczas kontroli weterynaryjnych.
Prywatnie Marek to człowiek konkretny. Jeśli mówi, że coś zajmie 3 dni, to trzeciego dnia o 14:00 raport leży na biurku. Szczerze mówiąc, nie jest najtańszym specjalistą w regionie, ale jego praca zazwyczaj zwraca się po 3-4 miesiącach dzięki wyeliminowaniu prostych błędów technicznych. Bez zbędnego gadania o wizjach – Marek po prostu sprawia, że maszyny działają tak, jak powinny od początku.